Pani Tarwicka obudziła się w szpitalu. Cała sparaliżowana, nie mogła się ruszyć. Z wielkim trudem otworzyła oczy. Było już ciemno. Przy łóżku, siedziała jej córka. Na twarzy dostrzegła ślady łez. Patrycja widząc, że matka się jej przygląda, szybkim ruchem otarła buzię chusteczką i zbliżyła się do Niej.
- Mamo.
Powiedziała łamiącym się głosem, po czym wybuchnęła płaczem. Matka delikatnie poruszyła ustami i wtedy kardiomonitor zaczął coraz szybciej pikać. W tym momencie wbiegły pielęgniarki. Jedna wyprowadziła Patrycję na zewnątrz, a pozostałe starały się ratować pacjentkę. Po kilku minutach stan Pani Tarwickiej, ustabilizował się. Lecz Patrycja nie mogła jeszcze wejść do pomieszczenia, ponieważ trwały badania. Godzinę później, z izolatki wyszedł lekarz z niezbyt dobrą informacją.
- Robiliśmy wszystko co w Naszej mocy, ale Pani Matce nie zostało dużo czasu.. Wykonaliśmy kilka razy to badanie i wykryliśmy raka, którego nie da się już zwalczyć..
-Niemożliwe! Musi Pan coś zrobić! Proszę!
-Niestety, nowotwór jest już bardzo zaawansowany.
-Ile jeszcze czasu zostało zanim..
-Zaledwie 11 lub 12 godzin. Wypadek przyspieszył rozwój nowotworu. Jest mi naprawdę bardzo przykro.
Powiedział lekarz i poszedł do swojego gabinetu. Po tym, rozpłakana córka weszła do sali i usiadła obok łóżka Matki. Kardiomonitor równo wybijał tętno. Było już bardzo późno. Patrycja osunęła głowę na kołdrę, zamknęła oczy i powoli zasnęła..
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz